Miesięczne archiwum: Maj 2014

Odmowa zapłaty wynagrodzenia

Postanowiliśmy dzielić się tutaj również doświadczeniami i spostrzeżeniami z prowadzonych (i zakończonych) przez nas spraw i projektów. W większości opisy spraw będą anonimowe i będę jedynie inspirowane rzeczywistością. Będziemy opisywać to, co naszym zdaniem jest ciekawe (na tyle, na ile zagadnienia prawne mogą być ciekawe), problematyczne lub może okazać się pomocne dla osoby czytającej. Zaczynamy.

I tak, dla jednego z naszych klientów prowadziliśmy sprawę dotyczącą zapłaty wynagrodzenia. Sprawa toczyła się pomiędzy dwoma przedsiębiorcami i kwestią sporną była odmowa zapłaty wynagrodzenia – zleceniodawca uważał, że usługi były świadczone nieprawidłowo i nie chciał zapłacić wynagrodzenia (faktury).

Z odmową zapłaty wynagrodzenia za usługi wiąże się dość ciekawe zagadnienie – jak powinna wyglądać obrona zleceniodawcy, gdy ten uważa, że usługi, które zlecił, zostały wykonane nieprawidłowo?

Przede wszystkim, nie można tak po prostu odmówić zapłaty całości wynagrodzenia, jeżeli druga strona umowy wykonała swoje zobowiązanie, nawet wtedy, gdy zobowiązanie to zostało wykonane nienależycie. Właśnie taki sposób obrony przed i w trakcie procesu, co zaskakujące, okazuje się dość popularny: „nie zapłacimy bo usługi zostały źle wykonane”. Tak z reguły się nie da (uwaga – każdy przypadek trzeba oceniać jednak indywidualnie, bo w umowie mogą być szczegółowe postanowienia dotyczące odbioru prac lub usług, poprawek, zapłaty wynagrodzenia itp.). Chodzi jednak o zwrócenie uwagi na pewien mechanizm – jeżeli jako podmiot zlecający wykonanie prac (usług) uważam, że prace (usługi) zostały wykonane nienależycie, to z reguły nie mogę wstrzymać wypłaty całości umówionego wynagrodzenia.

Pozwany (przedsiębiorca, który nie chce płacić całości wynagrodzenia) może bronić się zarzutem nienależytego wykonania zobowiązania przez kontrahenta. Zarzut ten procesowo realizuje się przez wykazanie, że kontrahent nienależycie wykonał zobowiązanie oraz podniesie zarzutu potrącenia wierzytelności o zapłatę odszkodowania z tytułu nienależytego wykonania zobowiązania z roszczeniem kontrahenta o zapłatę wynagrodzenia. Szkoda polega na tym, że świadczenia które otrzymał przedsiębiorca ma mniejszą wartość niż świadczenie, które miał otrzymać i za które musi zapłacić. Trochę upraszczając: jeżeli zamówimy malowanie ścian w mieszkaniu u profesjonalisty za cenę 100 i malowanie zostanie wykonane niedbale – powiedzmy, tak samo, gdybyśmy zlecili malowanie znajomemu za cenę 60 – to szkoda to właśnie te 40. Roszczenie o 40 to roszczenie o naprawienie szkody.

Mamy dwa roszczenia: roszczenie o zapłatę wynagrodzenia (o 100) i roszczenia o naprawienia szkody (o 40), wynikającej z nienależytego wykonania zobowiązania. Roszczenia te mogłyby być dochodzone w oddzielnych postępowaniach, ale przedsiębiorca, który nie chce płacić całości wynagrodzenia kontrahentowi może potrącić swoje roszczenia odszkodowawcze (o 40) z roszczeniem o zapłatę wynagrodzenia (o 100). Jeżeli roszczenie odszkodowawcze będzie udowodnione, to roszczenie o zapłatę wynagrodzenia zostanie zmniejszone (do 60) i kontrahentowi nie będzie trzeba płacić całości wynagrodzenia. I oto właśnie chodziło, bo część jednak zapłacić w opisanym przykładzie zapłacić trzeba – w końcu mamy pomalowane ściany.

Dlaczego tak musi wyglądać obrony przedsiębiorcy, który nie chce płacić całości wynagrodzenia kontrahentowi?

Roszczenie o zapłatę wynagrodzenia jest roszczeniem o wykonanie zobowiązania in natura. Jest to główne roszczenie wierzyciela, jakie przysługuje mu w ramach każdego stosunku zobowiązaniowego. Przesłanką roszczenia o wykonanie zobowiązania – o zapłatę wynagrodzenia – jest istnienie zobowiązania (uwaga – inaczej może to wyglądać w konkretnej umowie – zawsze trzeba ustalić treść łączącego strony stosunku prawnego). Co do zasady, powód dochodząc roszczenia o zapłatę wynagrodzenia musi wykazać jedynie istnienie stosunku zobowiązaniowego, z którego wynika jego wierzytelność o zapłatę wynagrodzenia. Powód dochodzi bowiem wykonania zobowiązania zgodnie z jego pierwotną treścią. Powód nie musi wykazywać nic więcej poza to, że taki stosunek zobowiązaniowy istniał i że dochodzone przez niego roszczenie jest zgodne z treścią tego zobowiązania. Oczywiście, powód dysponując dowodami dotyczącymi wykonania przez niego jego zobowiązania (w sposób prawidłowy) powinien te dowody przedstawić, chociażby z ostrożności.

Podsumowując, jeżeli podmiot, który ma zapłacić wynagrodzenie uważa, że usługa którą otrzymał nie zasługuje na to wynagrodzenia, czyli nie chce płacić całości wynagrodzenia musi wykazać, że usługa była wykonana nienależycie i potrącić swoje roszczenie odszkodowawcze z roszczeniem o zapłatę wynagrodzenia.

Czy ściąganie plików jest legalne?

Pytanie, czy można legalnie ściągać pliki z internetu było już wielokrotnie omawiane i nie byłoby większego sensu wracać do niego po raz kolejny, gdyby nie niedawne orzeczenie Trybunału.

Dla osób niecierpliwych i niezainteresowanych zagadnieniami ściśle prawnymi – Trybunał powiedział, że dozwolony użytek prywatny nie obejmuje przypadków sporządzania kopii z nielegalnego źródła. Cóż to oznacza? W ocenie Trybunału, dozwolony użytek nie może obejmować np. sytuacji, w której ściągamy z chomikuj.pl zeskanowaną nielegalnie (bez zgody autora) książkę. Takie zachowanie będzie naruszeniem praw autora (wydawcy) i powinno podlegać sankcjom.

Dalsza część dla ciekawskich.

Wyrok w sprawie ACI Adam BV

Wspomniana opinia została zawarta w wyroku Trybunału w sprawie ACI Adam BV i in. (wyrok Trybunału z dnia 10 kwietnia 2014 r., C-435/12).

ACI Adam i inni to importerzy lub producenci czystych nośników danych, takich jak CD i CD-R. Zgodnie z prawem niderlandzkimi importerzy i producenci czystych nośników są zobowiązani do uiszczania opłat (tzw. copyright levies) od tych nośników na rzecz fundacji Stichting de Thuiskopie. Wysokość tej opłaty była ustalana biorąc pod uwagę możliwość wykorzystania czystych nośników do nagrywania utworów w ramach użytku prywatnego utworów, przy czym część tej opłaty miała zrekompensować szkodę, jaką mogą ponieść podmioty uprawnione z prawa autorskiego w wyniku sporządzania kopii utworu pochodzącej z nielegalnego źródła. Producenci czystych nośników sprzeciwili się tej części opłaty, która miała być rekompensatą za kopie utworów pochodzących z nielegalnego źródła.

W sprawie zainicjowanej powództwem ACI Adam Niderlandzki Sąd Najwyższy wystąpił to Trybunału z pytaniami prejudycjalnymi, które dotyczyły opłat od czystych nośników.

W tej notce nie będę się zajmował zagadnieniem opłat od czystych nośników (to na inną okazję), choć tego dotyczył głównie wyrok Trybunału, a skupię się wyłącznie na dozwolonym użytku prywatnym.

Dozwolony użytek prywatny w prawie polskim

Zacznijmy może od krajowych uregulowań dotyczących dozwolonego użytku prywatnego w prawie autorskim.

Art. 23 ustawy o prawie autorskim mówi, że wolno nieodpłatne korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten należy analizować łącznie z definicją utworu rozpowszechnionego (art. 6 ust. 1 pkt 3) oraz art. 35 wprowadzającym trójstopniowy test dla dozwolonego użytku. I tak, utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Art. 35 wskazuje natomiast, że dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.

Na gruncie tych przepisów, powstaje moim zdaniem pytanie czy dozwolony użytek prywatny obejmuje sytuację, w których utwór został, co prawda rozpowszechniony za zgodą uprawnionego, ale korzystający w ramach dozwolonego użytku korzysta z innej postaci utworu niż ta, w której utwór był rozpowszechniony? Na przykład, książka została rozpowszechniona za zgodą uprawnionego, następnie została zeskanowana i udostępniona w sieci – czy kopiowanie tej książki mieści się w dozwolonym użytku prywatnym? Czy pojęcie rozpowszechnionego utworu nie należałoby ograniczyć do określonych pól eksploatacji – może utwór rozpowszechniony techniką drukarską nie jest utworem rozpowszechnionym techniką cyfrową? Czy taki dozwolony użytek prywatny nie godzi w słuszne interesy twórcy (art. 35) – skoro pozbawia twórcy wynagrodzenia z nowego pola eksploatacji (czy opłata od czystych nośników jest wystarczająca, żeby zbilansować uszczuplone interesy twórcy w takiej sytuacji)?

Większość opowiada się za tym, że każdy utwór, który został za zgodą twórcy udostępniony publicznie, zyskuje „nieodwołalny” status utworu rozpowszechnionego, niezależnie od tego, do jakiego rodzaju środków przekazu został potem wprowadzony i czy to kolejne udostępnienie odbyło się za zezwoleniem twórcy, czy też nie. Tym samym utworem rozpowszechnionym będzie utwór wydany w wersji analogowej, a następnie (bez zezwolenia twórcy) wprowadzony do internetu. [P. Wasilewski].

Czy to prawidłowa wykładnia tych przepisów?

Dozwolony użytek prywatny w dyrektywie

Dyrektywa o prawie autorskim (2001/29) w interesujących nas przepisach stanowi:

Art. 5 ust 2. Państwa Członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do prawa do zwielokrotniania określonego w art. 2, w następujących przypadkach:

b) w odniesieniu do zwielokrotniania na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani pośrednio handlowych, pod warunkiem że podmioty praw autorskich otrzymają godziwą rekompensatę, uwzględniającą zastosowanie lub niezastosowanie środków technologicznych określonych w art. 6, w odniesieniu do danych utworów lub przedmiotów objętych ochroną;

Art. 5 ust. 5 Wyjątki i ograniczenia przewidziane w ust. 1, 2, 3 i 4 powinny być stosowane tylko w niektórych szczególnych przypadkach, które nie naruszają normalnego wykorzystania dzieła lub innego przedmiotu objętego ochroną ani nie powodują nieuzasadnionej szkody dla uzasadnionych interesów podmiotów praw autorskich.

Dozwolony użytek prywatny – nie, gdy pliki pochodzą z nielegalnego źródła

Powołane przepisy dyrektywy nie odnoszą się bezpośrednio do tego, czy legalny lub nielegalny charakter źródła mogącego służyć za podstawę zwielokrotnienia danego utworu ma wpływ na ocenę czy zwielokrotniania mieści się w dozwolonym użytku prywatnym.

Trybunał stwierdził natomiast, że wszelkie wyjątki wskazane w art. 5 ust. 2 należy wykładać ściśle. Zdaniem Trybunału ścisła wykładnia art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 oznacza, że użytek prywatny nie pozbawia podmioty praw autorskich możliwości powoływania się na przysługujące im wyłączne prawo do zezwalania na zwielokrotnianie w sytuacji, gdy sporządzaniu kopii na użytek prywatny towarzyszy naruszanie praw osób uprawnionych. Sprzeczne z dyrektywą jest więc uregulowanie krajowe, które nie dokonuje żadnego rozróżnienia między kopiami na użytek prywatny sporządzonymi z legalnego źródła a tymi, które zostały sporządzone ze sfałszowanego lub z pirackiego egzemplarza utworu.

Podsumowując swój wywód Trybunał stwierdził, że art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 należy interpretować w ten sposób, że nie obejmuje on przypadków sporządzania kopii na użytek prywatny z nielegalnego źródła.

Niestety, Trybunał nie wskazał czym jest nielegalne źródło, w szczególności, czy będzie nią tylko sytuacja, gdy zmienimy sposób eksploatacji utworu (utwór analogowy bez zgody autora został zdigitalizowany), czy też dotyczy każdej sytuacji, w której kopiujemy od osoby, która nie jest upoważniona do rozpowszechniania utworu. Ustalenie czym jest nielegalne źródło ma olbrzymie znaczenie praktyczne, gdyż odpowiedzialność za naruszenia prawa autorskiego jest uniezależniona od winy. Każdy z nas, jako użytkownik internetu powinien wiedzieć kiedy ściągając plik narusza prawa, a kiedy będzie to dozwolony użytek prywatny. Jest spore ryzyko, że w świetle tego wyroku Trybunału, krajowe przepisy należy wykładać w ten sposób, że w zasadzie każde ściągnięcie pliku z internetu będzie oznaczało naruszenie prawa autorskiego.

Kontrole ZUS – czy umowy o dzieło są bezpieczne?

Coraz częściej zwracają się do nas klienci z pytaniami dotyczącymi kontroli przeprowadzanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz kwestionowaniem przez ZUS umów o dzieło i uznawaniem ich za umowy zlecenia (lub umowy o świadczenie usług, do których stosuje się przepisy dotyczące umowy zlecenia). Wiąże się to oczywiście z faktem, że umowy zlecenia są oskładkowane, a umowy o dzieło jeszcze nie. ZUS uznając daną umowę za umowę zlecenie nakazuje przedsiębiorcy zapłacić składki za cały dotychczasowych czas trwania umowy wraz z odsetkami za opóźnienie. Skutki takiej decyzji dla kondycji finansowej przedsiębiorcy mogą być bardzo poważne.

Poniżej kilka słów wskazówek dotyczących tego jak przebiega kontrola ZUS oraz kiedy najczęściej ZUS uznaje umowy nazywane przez przedsiębiorców umową o dzieło za podlegające oskładkowaniu umowy zlecenia.

Jak przebiega kontrola ZUS?

Przed wszczęciem kontroli ZUS zawiadamia pisemnie przedsiębiorcę o planowanej kontroli. Zawiadomienie musi zawierać dane osoby, które będzie przeprowadzała kontrolę (dane inspektora). Inspektor ustala z przedsiębiorcą termin kontroli. Kontrola rozpoczyna się z chwilą okazania przez inspektora upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Inspektor wskazuje zakres kontroli – przedmiotowy i czasowy.

Co ZUS może kontrolować?

Zgodnie z ustawą o systemie ubezpieczeń społecznych kontroli może podlegać m.in. zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych, prawidłowość obliczania i opłacania składek na ubezpieczenia społeczne – czyli ZUS może kontrolować, czy zawierane przez przedsiębiorcę umowy są prawidłowo kwalifikowane przez niego, jako umowy o dzieło, czy może powinny być one traktowane jako umowy zlecenia i powinny być od nich odprowadzane składki.

Kontrole przeprowadzane przez ZUS mogą dotyczyć 10 lat wstecz.

Co może ZUS podczas kontroli?

Inspektor ZUS może żądać wszelkich dokumentów związanych z przedmiotem kontroli – umów, dokumentów finansowych, dokumentów osobowych pracowników i współpracowników. Inspektor może też żądać wyjaśnień od przedsiębiorcy (jego reprezentantów), może ich przesłuchiwać, ale też może przesłuchiwać świadków – pracowników i współpracowników przedsiębiorcy, np. po to, aby ustalić, jaki zakres obowiązków ma współpracownik i czy odpowiadają one bardziej umowie o dzieło, czy umowie zlecenia.

Co po kontroli?

Po zakończeniu kontroli przedsiębiorca otrzyma protokół kontroli. W terminie 14 dni od jego otrzymania, przedsiębiorca może złożyć zastrzeżenia do protokołu, jeżeli się z nim nie zgadza. Zastrzeżenia mogą zawierać wnioski dowodowe. Następnie inspektor sporządza aneks do protokołu kontroli odnosząc się w nim do zastrzeżeń przedsiębiorcy. Jeżeli przedsiębiorca w dalszym ciągu nie jest usatysfakcjonowany protokołem i aneksem i odmawia postępowania zgodnie ze wskazaniami protokołu (np. odmawia skorygowania dotychczasowego sposobu obliczania składek, w tym zapłaty zaległych składek) wówczas ZUS wyda decyzję nakazującą przedsiębiorcy zapłatę określonych kwot. Dopiero od tej decyzji, w terminie miesiąca, przysługuje przedsiębiorcy odwołanie do właściwego sądu. Złożenie odwołania rozpoczyna sądowy etap zmagań z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych.

Kiedy umowa o dzieło nie jest umową o dzieło?

A teraz do meritum, czyli dlaczego ZUS kwestionuje zawierane umowy o dzieło.

Otóż, nawet jeżeli zawartą umowę nazwiemy umową o dzieło oraz jej postanowienia skonstruujemy w ten sposób, żeby zawierała on cechy charakterystyczne dla umowy o dzieło – taka umowa może być nadal zakwestionowana podczas kontroli. Dla ZUS istotne jest jaki, w rzeczywistości, charakter ma stosunek prawny zawarty pomiędzy przedsiębiorcą a współpracownikiem, a nie co zostało spisane w umowie.

Co więc charakteryzuje umowę o dzieło oraz czym powinna charakteryzować się relacja pomiędzy przedsiębiorcą i współpracownikiem, żeby nie było wątpliwości, że zawarta umowa jest umową o dzieło? O to, co wynika z orzeczeń sądowych związanych z kontrolą ZUS:

– umowa o dzieło jest umową rezultatu – wynikiem wykonania umowy o dzieło powinien być obiektywnie osiągalny i pewny rezultat, tzw. dzieło;

– możliwość poddania umówionego rezultatu (dzieła) sprawdzenie na istnienie wad fizycznych – jeżeli rezultat ma mieć charakter materialny;

– rezultat (dzieło) musi się nadawać do kontroli jakości;

– wykonanie dzieła – to określony proces pracy lub twórczości o możliwym do wskazania momencie początkowym i końcowym, którego celem jest doprowadzenie do efektu ustalonego przez strony w momencie zawierania umowy.

Opierając się na powyższych wytycznych Sąd Najwyższy uznał, że umowami o dzieło nie są m.in. umowy dotyczące:

a) sprzątania;
b) tłumaczenia prostych dokumentów;
c) przeprowadzania badań lekarskich i udzielania porad lekarskich;
d) przeprowadzania (prowadzenia) terapii;
e) wykonywania prostych i powtarzalnych prac (np. krojenie i sortowanie, sporządzanie protokołów, wypisywanie świadectw, czynności ślusarskie);
f) nauczanie (i w ocenie Sądu Najwyższego nie jest wystarczające wskazanie w umowie, że wykładowca / nauczyciel ma przygotować koncepcję nauczania i przenieść do niej prawa, gdyż są to tylko czynności pomocnicze w stosunku do samego nauczania);
g) prace montażowe (usługi montażowo-budowlane).

Wiele ze wskazanych rozstrzygnięć Sądu Najwyższego może budzić wątpliwości, co do ich poprawności. Niemniej, tendencja w orzeczeniach Sądu Najwyższego (i w działaniach ZUS) jest nader widoczna – jeżeli umowa nie dotyczy stworzenia jednostkowego, charakterystycznego dzieła, które można poddać kontroli jakości, to nie jest to umowa o dzieło, a jest to umowa o świadczenie usług (do której stosuje się przepisy o umowie zlecenia) i od takiej umowy należy odprowadzać składki.

Oczywiście każda relacja i umowa ze współpracownikiem wymaga indywidualnej oceny i sprawdzenia, czy można ją zakwalifikować jako umowę o dzieło oraz jak taką relację faktycznie i umownie przemodelować, aby nie było wątpliwości, że zawarta umowa jest umową o dzieło. Najbezpieczniej będzie, gdy cytowane powyżej wskazówki wynikające z orzeczeń Sądu Najwyższego zostaną zaimplementowane do tej relacji.

A gdy zdarzy się tak, że ZUS jednak zakwestionuje zawarte umowy o dzieło, to może trzeba będzie się od decyzji ZUS odwoływać.