Archiwum autora: macchiato

Odmowa zapłaty wynagrodzenia

Postanowiliśmy dzielić się tutaj również doświadczeniami i spostrzeżeniami z prowadzonych (i zakończonych) przez nas spraw i projektów. W większości opisy spraw będą anonimowe i będę jedynie inspirowane rzeczywistością. Będziemy opisywać to, co naszym zdaniem jest ciekawe (na tyle, na ile zagadnienia prawne mogą być ciekawe), problematyczne lub może okazać się pomocne dla osoby czytającej. Zaczynamy.

I tak, dla jednego z naszych klientów prowadziliśmy sprawę dotyczącą zapłaty wynagrodzenia. Sprawa toczyła się pomiędzy dwoma przedsiębiorcami i kwestią sporną była odmowa zapłaty wynagrodzenia – zleceniodawca uważał, że usługi były świadczone nieprawidłowo i nie chciał zapłacić wynagrodzenia (faktury).

Z odmową zapłaty wynagrodzenia za usługi wiąże się dość ciekawe zagadnienie – jak powinna wyglądać obrona zleceniodawcy, gdy ten uważa, że usługi, które zlecił, zostały wykonane nieprawidłowo?

Przede wszystkim, nie można tak po prostu odmówić zapłaty całości wynagrodzenia, jeżeli druga strona umowy wykonała swoje zobowiązanie, nawet wtedy, gdy zobowiązanie to zostało wykonane nienależycie. Właśnie taki sposób obrony przed i w trakcie procesu, co zaskakujące, okazuje się dość popularny: „nie zapłacimy bo usługi zostały źle wykonane”. Tak z reguły się nie da (uwaga – każdy przypadek trzeba oceniać jednak indywidualnie, bo w umowie mogą być szczegółowe postanowienia dotyczące odbioru prac lub usług, poprawek, zapłaty wynagrodzenia itp.). Chodzi jednak o zwrócenie uwagi na pewien mechanizm – jeżeli jako podmiot zlecający wykonanie prac (usług) uważam, że prace (usługi) zostały wykonane nienależycie, to z reguły nie mogę wstrzymać wypłaty całości umówionego wynagrodzenia.

Pozwany (przedsiębiorca, który nie chce płacić całości wynagrodzenia) może bronić się zarzutem nienależytego wykonania zobowiązania przez kontrahenta. Zarzut ten procesowo realizuje się przez wykazanie, że kontrahent nienależycie wykonał zobowiązanie oraz podniesie zarzutu potrącenia wierzytelności o zapłatę odszkodowania z tytułu nienależytego wykonania zobowiązania z roszczeniem kontrahenta o zapłatę wynagrodzenia. Szkoda polega na tym, że świadczenia które otrzymał przedsiębiorca ma mniejszą wartość niż świadczenie, które miał otrzymać i za które musi zapłacić. Trochę upraszczając: jeżeli zamówimy malowanie ścian w mieszkaniu u profesjonalisty za cenę 100 i malowanie zostanie wykonane niedbale – powiedzmy, tak samo, gdybyśmy zlecili malowanie znajomemu za cenę 60 – to szkoda to właśnie te 40. Roszczenie o 40 to roszczenie o naprawienie szkody.

Mamy dwa roszczenia: roszczenie o zapłatę wynagrodzenia (o 100) i roszczenia o naprawienia szkody (o 40), wynikającej z nienależytego wykonania zobowiązania. Roszczenia te mogłyby być dochodzone w oddzielnych postępowaniach, ale przedsiębiorca, który nie chce płacić całości wynagrodzenia kontrahentowi może potrącić swoje roszczenia odszkodowawcze (o 40) z roszczeniem o zapłatę wynagrodzenia (o 100). Jeżeli roszczenie odszkodowawcze będzie udowodnione, to roszczenie o zapłatę wynagrodzenia zostanie zmniejszone (do 60) i kontrahentowi nie będzie trzeba płacić całości wynagrodzenia. I oto właśnie chodziło, bo część jednak zapłacić w opisanym przykładzie zapłacić trzeba – w końcu mamy pomalowane ściany.

Dlaczego tak musi wyglądać obrony przedsiębiorcy, który nie chce płacić całości wynagrodzenia kontrahentowi?

Roszczenie o zapłatę wynagrodzenia jest roszczeniem o wykonanie zobowiązania in natura. Jest to główne roszczenie wierzyciela, jakie przysługuje mu w ramach każdego stosunku zobowiązaniowego. Przesłanką roszczenia o wykonanie zobowiązania – o zapłatę wynagrodzenia – jest istnienie zobowiązania (uwaga – inaczej może to wyglądać w konkretnej umowie – zawsze trzeba ustalić treść łączącego strony stosunku prawnego). Co do zasady, powód dochodząc roszczenia o zapłatę wynagrodzenia musi wykazać jedynie istnienie stosunku zobowiązaniowego, z którego wynika jego wierzytelność o zapłatę wynagrodzenia. Powód dochodzi bowiem wykonania zobowiązania zgodnie z jego pierwotną treścią. Powód nie musi wykazywać nic więcej poza to, że taki stosunek zobowiązaniowy istniał i że dochodzone przez niego roszczenie jest zgodne z treścią tego zobowiązania. Oczywiście, powód dysponując dowodami dotyczącymi wykonania przez niego jego zobowiązania (w sposób prawidłowy) powinien te dowody przedstawić, chociażby z ostrożności.

Podsumowując, jeżeli podmiot, który ma zapłacić wynagrodzenie uważa, że usługa którą otrzymał nie zasługuje na to wynagrodzenia, czyli nie chce płacić całości wynagrodzenia musi wykazać, że usługa była wykonana nienależycie i potrącić swoje roszczenie odszkodowawcze z roszczeniem o zapłatę wynagrodzenia.

Czy ściąganie plików jest legalne?

Pytanie, czy można legalnie ściągać pliki z internetu było już wielokrotnie omawiane i nie byłoby większego sensu wracać do niego po raz kolejny, gdyby nie niedawne orzeczenie Trybunału.

Dla osób niecierpliwych i niezainteresowanych zagadnieniami ściśle prawnymi – Trybunał powiedział, że dozwolony użytek prywatny nie obejmuje przypadków sporządzania kopii z nielegalnego źródła. Cóż to oznacza? W ocenie Trybunału, dozwolony użytek nie może obejmować np. sytuacji, w której ściągamy z chomikuj.pl zeskanowaną nielegalnie (bez zgody autora) książkę. Takie zachowanie będzie naruszeniem praw autora (wydawcy) i powinno podlegać sankcjom.

Dalsza część dla ciekawskich.

Wyrok w sprawie ACI Adam BV

Wspomniana opinia została zawarta w wyroku Trybunału w sprawie ACI Adam BV i in. (wyrok Trybunału z dnia 10 kwietnia 2014 r., C-435/12).

ACI Adam i inni to importerzy lub producenci czystych nośników danych, takich jak CD i CD-R. Zgodnie z prawem niderlandzkimi importerzy i producenci czystych nośników są zobowiązani do uiszczania opłat (tzw. copyright levies) od tych nośników na rzecz fundacji Stichting de Thuiskopie. Wysokość tej opłaty była ustalana biorąc pod uwagę możliwość wykorzystania czystych nośników do nagrywania utworów w ramach użytku prywatnego utworów, przy czym część tej opłaty miała zrekompensować szkodę, jaką mogą ponieść podmioty uprawnione z prawa autorskiego w wyniku sporządzania kopii utworu pochodzącej z nielegalnego źródła. Producenci czystych nośników sprzeciwili się tej części opłaty, która miała być rekompensatą za kopie utworów pochodzących z nielegalnego źródła.

W sprawie zainicjowanej powództwem ACI Adam Niderlandzki Sąd Najwyższy wystąpił to Trybunału z pytaniami prejudycjalnymi, które dotyczyły opłat od czystych nośników.

W tej notce nie będę się zajmował zagadnieniem opłat od czystych nośników (to na inną okazję), choć tego dotyczył głównie wyrok Trybunału, a skupię się wyłącznie na dozwolonym użytku prywatnym.

Dozwolony użytek prywatny w prawie polskim

Zacznijmy może od krajowych uregulowań dotyczących dozwolonego użytku prywatnego w prawie autorskim.

Art. 23 ustawy o prawie autorskim mówi, że wolno nieodpłatne korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten należy analizować łącznie z definicją utworu rozpowszechnionego (art. 6 ust. 1 pkt 3) oraz art. 35 wprowadzającym trójstopniowy test dla dozwolonego użytku. I tak, utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie. Art. 35 wskazuje natomiast, że dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.

Na gruncie tych przepisów, powstaje moim zdaniem pytanie czy dozwolony użytek prywatny obejmuje sytuację, w których utwór został, co prawda rozpowszechniony za zgodą uprawnionego, ale korzystający w ramach dozwolonego użytku korzysta z innej postaci utworu niż ta, w której utwór był rozpowszechniony? Na przykład, książka została rozpowszechniona za zgodą uprawnionego, następnie została zeskanowana i udostępniona w sieci – czy kopiowanie tej książki mieści się w dozwolonym użytku prywatnym? Czy pojęcie rozpowszechnionego utworu nie należałoby ograniczyć do określonych pól eksploatacji – może utwór rozpowszechniony techniką drukarską nie jest utworem rozpowszechnionym techniką cyfrową? Czy taki dozwolony użytek prywatny nie godzi w słuszne interesy twórcy (art. 35) – skoro pozbawia twórcy wynagrodzenia z nowego pola eksploatacji (czy opłata od czystych nośników jest wystarczająca, żeby zbilansować uszczuplone interesy twórcy w takiej sytuacji)?

Większość opowiada się za tym, że każdy utwór, który został za zgodą twórcy udostępniony publicznie, zyskuje „nieodwołalny” status utworu rozpowszechnionego, niezależnie od tego, do jakiego rodzaju środków przekazu został potem wprowadzony i czy to kolejne udostępnienie odbyło się za zezwoleniem twórcy, czy też nie. Tym samym utworem rozpowszechnionym będzie utwór wydany w wersji analogowej, a następnie (bez zezwolenia twórcy) wprowadzony do internetu. [P. Wasilewski].

Czy to prawidłowa wykładnia tych przepisów?

Dozwolony użytek prywatny w dyrektywie

Dyrektywa o prawie autorskim (2001/29) w interesujących nas przepisach stanowi:

Art. 5 ust 2. Państwa Członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do prawa do zwielokrotniania określonego w art. 2, w następujących przypadkach:

b) w odniesieniu do zwielokrotniania na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani pośrednio handlowych, pod warunkiem że podmioty praw autorskich otrzymają godziwą rekompensatę, uwzględniającą zastosowanie lub niezastosowanie środków technologicznych określonych w art. 6, w odniesieniu do danych utworów lub przedmiotów objętych ochroną;

Art. 5 ust. 5 Wyjątki i ograniczenia przewidziane w ust. 1, 2, 3 i 4 powinny być stosowane tylko w niektórych szczególnych przypadkach, które nie naruszają normalnego wykorzystania dzieła lub innego przedmiotu objętego ochroną ani nie powodują nieuzasadnionej szkody dla uzasadnionych interesów podmiotów praw autorskich.

Dozwolony użytek prywatny – nie, gdy pliki pochodzą z nielegalnego źródła

Powołane przepisy dyrektywy nie odnoszą się bezpośrednio do tego, czy legalny lub nielegalny charakter źródła mogącego służyć za podstawę zwielokrotnienia danego utworu ma wpływ na ocenę czy zwielokrotniania mieści się w dozwolonym użytku prywatnym.

Trybunał stwierdził natomiast, że wszelkie wyjątki wskazane w art. 5 ust. 2 należy wykładać ściśle. Zdaniem Trybunału ścisła wykładnia art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 oznacza, że użytek prywatny nie pozbawia podmioty praw autorskich możliwości powoływania się na przysługujące im wyłączne prawo do zezwalania na zwielokrotnianie w sytuacji, gdy sporządzaniu kopii na użytek prywatny towarzyszy naruszanie praw osób uprawnionych. Sprzeczne z dyrektywą jest więc uregulowanie krajowe, które nie dokonuje żadnego rozróżnienia między kopiami na użytek prywatny sporządzonymi z legalnego źródła a tymi, które zostały sporządzone ze sfałszowanego lub z pirackiego egzemplarza utworu.

Podsumowując swój wywód Trybunał stwierdził, że art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 należy interpretować w ten sposób, że nie obejmuje on przypadków sporządzania kopii na użytek prywatny z nielegalnego źródła.

Niestety, Trybunał nie wskazał czym jest nielegalne źródło, w szczególności, czy będzie nią tylko sytuacja, gdy zmienimy sposób eksploatacji utworu (utwór analogowy bez zgody autora został zdigitalizowany), czy też dotyczy każdej sytuacji, w której kopiujemy od osoby, która nie jest upoważniona do rozpowszechniania utworu. Ustalenie czym jest nielegalne źródło ma olbrzymie znaczenie praktyczne, gdyż odpowiedzialność za naruszenia prawa autorskiego jest uniezależniona od winy. Każdy z nas, jako użytkownik internetu powinien wiedzieć kiedy ściągając plik narusza prawa, a kiedy będzie to dozwolony użytek prywatny. Jest spore ryzyko, że w świetle tego wyroku Trybunału, krajowe przepisy należy wykładać w ten sposób, że w zasadzie każde ściągnięcie pliku z internetu będzie oznaczało naruszenie prawa autorskiego.

Kontrole ZUS – czy umowy o dzieło są bezpieczne?

Coraz częściej zwracają się do nas klienci z pytaniami dotyczącymi kontroli przeprowadzanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz kwestionowaniem przez ZUS umów o dzieło i uznawaniem ich za umowy zlecenia (lub umowy o świadczenie usług, do których stosuje się przepisy dotyczące umowy zlecenia). Wiąże się to oczywiście z faktem, że umowy zlecenia są oskładkowane, a umowy o dzieło jeszcze nie. ZUS uznając daną umowę za umowę zlecenie nakazuje przedsiębiorcy zapłacić składki za cały dotychczasowych czas trwania umowy wraz z odsetkami za opóźnienie. Skutki takiej decyzji dla kondycji finansowej przedsiębiorcy mogą być bardzo poważne.

Poniżej kilka słów wskazówek dotyczących tego jak przebiega kontrola ZUS oraz kiedy najczęściej ZUS uznaje umowy nazywane przez przedsiębiorców umową o dzieło za podlegające oskładkowaniu umowy zlecenia.

Jak przebiega kontrola ZUS?

Przed wszczęciem kontroli ZUS zawiadamia pisemnie przedsiębiorcę o planowanej kontroli. Zawiadomienie musi zawierać dane osoby, które będzie przeprowadzała kontrolę (dane inspektora). Inspektor ustala z przedsiębiorcą termin kontroli. Kontrola rozpoczyna się z chwilą okazania przez inspektora upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Inspektor wskazuje zakres kontroli – przedmiotowy i czasowy.

Co ZUS może kontrolować?

Zgodnie z ustawą o systemie ubezpieczeń społecznych kontroli może podlegać m.in. zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych, prawidłowość obliczania i opłacania składek na ubezpieczenia społeczne – czyli ZUS może kontrolować, czy zawierane przez przedsiębiorcę umowy są prawidłowo kwalifikowane przez niego, jako umowy o dzieło, czy może powinny być one traktowane jako umowy zlecenia i powinny być od nich odprowadzane składki.

Kontrole przeprowadzane przez ZUS mogą dotyczyć 10 lat wstecz.

Co może ZUS podczas kontroli?

Inspektor ZUS może żądać wszelkich dokumentów związanych z przedmiotem kontroli – umów, dokumentów finansowych, dokumentów osobowych pracowników i współpracowników. Inspektor może też żądać wyjaśnień od przedsiębiorcy (jego reprezentantów), może ich przesłuchiwać, ale też może przesłuchiwać świadków – pracowników i współpracowników przedsiębiorcy, np. po to, aby ustalić, jaki zakres obowiązków ma współpracownik i czy odpowiadają one bardziej umowie o dzieło, czy umowie zlecenia.

Co po kontroli?

Po zakończeniu kontroli przedsiębiorca otrzyma protokół kontroli. W terminie 14 dni od jego otrzymania, przedsiębiorca może złożyć zastrzeżenia do protokołu, jeżeli się z nim nie zgadza. Zastrzeżenia mogą zawierać wnioski dowodowe. Następnie inspektor sporządza aneks do protokołu kontroli odnosząc się w nim do zastrzeżeń przedsiębiorcy. Jeżeli przedsiębiorca w dalszym ciągu nie jest usatysfakcjonowany protokołem i aneksem i odmawia postępowania zgodnie ze wskazaniami protokołu (np. odmawia skorygowania dotychczasowego sposobu obliczania składek, w tym zapłaty zaległych składek) wówczas ZUS wyda decyzję nakazującą przedsiębiorcy zapłatę określonych kwot. Dopiero od tej decyzji, w terminie miesiąca, przysługuje przedsiębiorcy odwołanie do właściwego sądu. Złożenie odwołania rozpoczyna sądowy etap zmagań z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych.

Kiedy umowa o dzieło nie jest umową o dzieło?

A teraz do meritum, czyli dlaczego ZUS kwestionuje zawierane umowy o dzieło.

Otóż, nawet jeżeli zawartą umowę nazwiemy umową o dzieło oraz jej postanowienia skonstruujemy w ten sposób, żeby zawierała on cechy charakterystyczne dla umowy o dzieło – taka umowa może być nadal zakwestionowana podczas kontroli. Dla ZUS istotne jest jaki, w rzeczywistości, charakter ma stosunek prawny zawarty pomiędzy przedsiębiorcą a współpracownikiem, a nie co zostało spisane w umowie.

Co więc charakteryzuje umowę o dzieło oraz czym powinna charakteryzować się relacja pomiędzy przedsiębiorcą i współpracownikiem, żeby nie było wątpliwości, że zawarta umowa jest umową o dzieło? O to, co wynika z orzeczeń sądowych związanych z kontrolą ZUS:

– umowa o dzieło jest umową rezultatu – wynikiem wykonania umowy o dzieło powinien być obiektywnie osiągalny i pewny rezultat, tzw. dzieło;

– możliwość poddania umówionego rezultatu (dzieła) sprawdzenie na istnienie wad fizycznych – jeżeli rezultat ma mieć charakter materialny;

– rezultat (dzieło) musi się nadawać do kontroli jakości;

– wykonanie dzieła – to określony proces pracy lub twórczości o możliwym do wskazania momencie początkowym i końcowym, którego celem jest doprowadzenie do efektu ustalonego przez strony w momencie zawierania umowy.

Opierając się na powyższych wytycznych Sąd Najwyższy uznał, że umowami o dzieło nie są m.in. umowy dotyczące:

a) sprzątania;
b) tłumaczenia prostych dokumentów;
c) przeprowadzania badań lekarskich i udzielania porad lekarskich;
d) przeprowadzania (prowadzenia) terapii;
e) wykonywania prostych i powtarzalnych prac (np. krojenie i sortowanie, sporządzanie protokołów, wypisywanie świadectw, czynności ślusarskie);
f) nauczanie (i w ocenie Sądu Najwyższego nie jest wystarczające wskazanie w umowie, że wykładowca / nauczyciel ma przygotować koncepcję nauczania i przenieść do niej prawa, gdyż są to tylko czynności pomocnicze w stosunku do samego nauczania);
g) prace montażowe (usługi montażowo-budowlane).

Wiele ze wskazanych rozstrzygnięć Sądu Najwyższego może budzić wątpliwości, co do ich poprawności. Niemniej, tendencja w orzeczeniach Sądu Najwyższego (i w działaniach ZUS) jest nader widoczna – jeżeli umowa nie dotyczy stworzenia jednostkowego, charakterystycznego dzieła, które można poddać kontroli jakości, to nie jest to umowa o dzieło, a jest to umowa o świadczenie usług (do której stosuje się przepisy o umowie zlecenia) i od takiej umowy należy odprowadzać składki.

Oczywiście każda relacja i umowa ze współpracownikiem wymaga indywidualnej oceny i sprawdzenia, czy można ją zakwalifikować jako umowę o dzieło oraz jak taką relację faktycznie i umownie przemodelować, aby nie było wątpliwości, że zawarta umowa jest umową o dzieło. Najbezpieczniej będzie, gdy cytowane powyżej wskazówki wynikające z orzeczeń Sądu Najwyższego zostaną zaimplementowane do tej relacji.

A gdy zdarzy się tak, że ZUS jednak zakwestionuje zawarte umowy o dzieło, to może trzeba będzie się od decyzji ZUS odwoływać.

Czy można sprzedać wersję cyfrową gry (sprawy UsedSoft i Nintendo)?

Czy można (od)sprzedać wersję cyfrową gry, którą kupiliśmy? Czy można (od)sprzedać e-booka, mp3?

Problem z odsprzedażą cyfrowych wersji programów komputerowych, gier i innych cyfrowych utworów chronionych prawem autorskim dotyczy przede wszystkim tego, czy prawo wyczerpania aktualizuje się również w przypadku pierwszej sprzedaży kopii niematerialnej utworu?

Prawo wyczerpania, w uproszczeniu, polega na tym, że jeżeli właściciel utworu dokona pierwszej sprzedaży przedmiotu, który ucieleśnia utwór (książką, płyta CD), to nabywca tego przedmiotu może go dalej sprzedawać (rozpowszechniać). Jeżeli kupimy książkę, przeczytamy ją, to możemy ją później sprzedać. Czy to samo dotyczy gier w wersji cyfrowej (płacimy za pobierany plik)?

Temat ten zaczął być szerzej dyskutowany w 2012 r. po wyroku Trybunał w sprawie Oracle przeciwko UsedSoft (C-128/11). Wyrok ten omawiałem już m.in. tutaj: http://issuu.com/replegal/docs/mag_4/19, ale dla przypomnienia – Oracle udzielał licencji na swoje oprogramowanie w pakiecie na 25 stanowisk, w ten sposób, że ze strony Oracle można było pobrać pliki do zainstalowania, a następnie po opłaceniu uzyskiwało się nieprzenoszalną i bezterminową licencję(tzw. wieczystą licencję). Usedsoft kupował i odsprzedawał te licencje powołują się na prawo wyczerpania.

Trybunał stwierdził, że licencje, których udziela Oracle są w istocie pierwszą sprzedażą oraz że prawo wyczerpania, w przypadku programów komputerowych, odnosi się również do nośników (kopii) niematerialnych. Tym samym wraz z pobraniem przez klienta pliku ze strony Oracle i udzielenia przez Oracle bezterminowej licencji dochodzi do pierwszej sprzedaży i oprogramowanie to (licencję) można dalej odsprzedawać (pomimo zastrzeżenia w umowie licencji, że jest ona nieprzenoszalna).

Wyrok w sprawie UsedSoft dotyczył programu komputerowego. Po wydaniu tego wyroku zadawano sobie pytanie, czy można go stosować – rozszerzyć jego zastosowanie – do innych utworów i ich kopii niematerialnych, np. gier komputerowych, ebooków, mp3.

W styczniu 2014 Trybunał wydał wyrok w sprawie Nintendo (C-355/12). Nintendo w swoich konsolach wprowadził blokadę, która powodowała, że na konsoli można było wyłącznie korzystać z produktów Nintendo (gier). Pozwany, włoska spółka, stworzyła urządzenie, które dezaktywowało tę blokadę i umożliwiało wykorzystywanie konsoli do gier innych producentów, odtwarzania mp3 i innych.

Trybunał zajmował się przede wszystkim zagadnieniem legalności urządzeń dezaktywujących blokady oraz proporcjonalnością takich blokad. W wyroku tym wysłowione zostały jednak dwa, niby dość oczywiste, ale jednak ważne poglądy.

Po pierwsze, Trybunał stwierdził, że na gry komputerowe – z punktu widzenia prawa autorskiego – składają się programy komputerowe (oprogramowanie) oraz inne utwory (grafika, dźwięk).

Po drugie, że dyrektywa dotycząca ochrony programów komputerowych (2009/24) jest regulacją szczególną w stosunku do dyrektywy o ochronie prawa autorskiego (2001/29).

Jakie jest tego praktyczne znaczenie?

Jak wspomniałem na początku jednym z kluczowych pytań dla oceny, czy można odsprzedawać gry komputerowe w formie cyfrowej jest odpowiedź na pytanie, czy do wyczerpania prawa autorskiego dochodzi również w przypadku pierwszej sprzedaży kopii niematerialnej utworu?

W przypadku programów komputerowych, Trybunał, w wyroku UsedSoft, odpowiedział na to pytanie pozytywnie. Powołał się przy tym na motyw 7 dyrektywy o ochronie programów komputerowych, który mówi, że w rozumieniu tej dyrektywy program komputerowy to program w jakiejkolwiek formie. Trybunał, moim zdaniem słusznie, uznał, że jakakolwiek forma to również forma niematerialna.

W przypadku innych utworów (nie programów komputerowych) zastosowanie znajdzie dyrektywy 2001/29. Zgodnie z jej motywami 28 i 29:

– Ochrona prawa autorskiego na mocy niniejszej dyrektywy obejmuje wyłączne prawo do kontrolowania dystrybucji utworu w postaci materialnego nośnika.

– Problem całkowitego wykorzystania nie powstaje w przypadku usług, w szczególności usług świadczonych przez Internet.

Motywy te dość jednoznacznie wskazują, że w przypadku utworów innych niż programy komputerowe prawo wyczerpania dotyczy wyłącznie kopii materialnych. Gry komputerowe zawierają w sobie różne utwory – wydaje się więc, że w ich przypadku, opierając się na wykładni językowej przepisów, prawo wyczerpania dotyczy sprzedaży tylko nośników materialnych.

Wykładnia prawa jest jednak złożonym i dynamicznym procesem. Pomimo cytowanych motywów dyrektywy 2001/29 szereg argumentów przemawia za tym, aby prawo wyczerpania dotyczyło również sprzedaży kopii niematerialnych wszystkich utworów, np.:

  1. Sprzedaż utworu w postaci kopii materialnej (np. CD) i kopii niematerialnej (plik do pobrania) mają podobny sens ekonomiczny. Kupujący płaci za możliwość korzystania z utworu – forma w jakiej otrzymuje utwór ma z reguły znaczenie drugorzędne zarówno dla sprzedającego i kupującego.
  2. Czy aby na pewno pliki należy rozumieć, jako kopię niematerialną utworu? Czym różniłaby się sytuacja, w której producent sprzedawałby grę, mp3 nagraną na pamięci usb, od tej, w której pliki można pobrać ze strony producenta? Czym różni się gra w postaci pliku do pobrania, od plików wypalonych na CD?
  3. Motyw 29 dyrektywy 2001/29 można odczytywać, jako wyłączający prawo wyczerpania tylko w przypadku usług świadczonych przez internet, przy czym wyrażenie „usługi” należy interpretować ściśle. Jeżeli np. możliwość korzystania z utworu polega na wykupieniu dostępu do niego on-line, bez pobierania pliku, to nie dochodzi do wyczerpania. Usług polega wówczas na zapewnieniu możliwości korzystania z utworu, który jest przechowywany przez właściciela / uprawnionego (np. Spotify, gry on-line). Dodatkowo dostęp taki jest zazwyczaj ograniczony czasowo. Motyw 29 można rozumieć, jako dotyczący wyłącznie takich usług. Natomiast w przypadku, gdy producent umożliwia pobranie pliku i korzystanie z niego jest związane z dodatkowymi usługami wsparcia, które świadczy producent, takie usługi nie byłyby usługami, o których mowa w motywie 29 dyrektywy i dochodziłoby wówczas do wyczerpania prawa.

Niemniej, przeważają obecnie opinie, że prawo wyczerpania w przypadku utworów innych niż programy komputerowe, nie aktualizuje się w przypadku pierwszej sprzedaży kopii niematerialnej takiego utworu i dotyczy to również gier komputerowych.

Jakie argumenty przeważą, czas pokaże i rozstrzygnie o tym Trybunał przy okazji kolejnego sporu.

Metawyszukiwarki – w Polsce były OK, a jak będzie po unijnym wyroku?

Rozbieżności w orzecznictwie nie są czymś nadzwyczajnym. Ciekawa rozbieżność wystąpiła ostatnio pomiędzy orzeczeniem polskiego sądu i unijnego Trybunału (CJEU) w ocenie działalności metawyszukiwarek. Jest to o tyle ciekawe, że orzeczenie polskiego sądu wydaje się być rozsądniejsze, bardziej przemyślane i lepiej uzasadnione. Jednak to orzeczenie Trybunału będzie teraz elementem systemu prawna wspólnotowego wiążącym również polskie sądy.

W dniu 19 grudnia 2013 r. Trybunału wydał w sprawie C 202/12 wyrok dotyczący tzw. metawyszukiwarki www.gaspedaal.nl. Ze zreferowanego stanu sprawy wynika, że za pomocą wyszukiwarki znajdującej się na stronie www.gaspedaal.nl użytkownik może poszukiwać ofert sprzedaży używanych samochodów. Strona ta nie zawiera jednak samodzielnej bazy ogłoszeń i nie dokonuje przeszukania innych stron internetowych (nie ma swojego algorytmu wyszukiwania). Wyszukiwarka ta korzysta z innych wyszukiwarek i za ich pomocą dokonuje przeszukań ofert sprzedaży używanych samochodów. Stąd nazwa – metawyszukiwarka.

Trybunał oceniając sprawę oparł się w głównej mierze na analizie ekonomicznej – moim zdaniem najmniej odpowiedniej w takiej sprawie (taka analiza mogłaby być argumentem uzupełniającym analizę prawną, tu ją zastąpiła).

Oczywiście, przepisy dotyczące ochrony baz danych, jako bazę danych nakazują traktować tylko taki zbiór danych, który powstał w wyniku istotnego, co do jakości i ilości, nakładu inwestycyjnego w celu sporządzenia, weryfikacji lub prezentacji rekordów. Element finansowych nakładów poniesionych przez producenta jest kluczowy dla oceny, czy mamy do czynienia z bazą danych i w konsekwencji powinien mieć on również znaczenie przy ocenie, czy doszło do naruszenia prawa do bazy danych. Nie może to być jednak argument przeważający i rozstrzygający.

Producent bazy danych powinien mieć, uogólniając, prawo wyłącznego czerpania z niej korzyści. Wartościami, które są konkurencyjne w stosunku do tego prawa są np. swoboda działalności gospodarczej, rozwój innowacyjności i oferowanie konsumentom nowych, tańszych i lepszych rozwiązań. Dlatego też przepisy dotyczące baz danych mówią o wyłącznym prawie producenta baz danych do wykorzystywania istotnej części tej bazy danych – z części nieistotnych może korzystać każdy (z małymi wyjątkami). Tych ostatnich wartości Trybunał w ogóle nie wziął pod uwagę i przez to zaniechał dokonania analizy prawnej, czy metawyszukiwarka wykorzystuje istotną część (ocenianą jakościowo i ilościowo) bazy danych www.autotrack.nl. Trybunałowi wystarczyło stwierdzenie, że skoro w wyniku działania metawyszukiwarki istnieje ryzyko, że mniej osób będzie wchodziło na stronę startową strony z bazą danych (czyli producent będzie uzyskiwał mniejsze zarobki z reklam), że niektórym użytkownikom wystarczy obejrzenie streszczenia oferty w metawyszukiwarce i nie klikną w link (czyli producent będzie uzyskiwał mniejsze zarobki z reklam), to zdaniem Trybunału oznacza to, że metawyszukiwarka dokonuje wtórnego wykorzystania istotnej części bazy danych, czyli narusza prawo do bazy danych.

Spójrzmy teraz na polski wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 2 maja 2012 r. I ACa 105/2012). Sprawa z powództwa Grupy Allegro – właściciela serwisu www.otomoto.pl przeciwko startupowi www.wroom.pl. Wroom.pl działa w bardzo podobny sposób do www.gaspedaal.nl – jest metawyszukiwarką, która przeszukuje inne serwisy i wyświetla skrócone opisy ofert wraz z linkami do stron, na których się znajdują. Allegro wniosło pozew i przegrało (przed Sądem Apelacyjnym, brak informacji, czy składana była skarga kasacyjna). Sąd Apelacyjny oddalenie powództwa uzasadnił następująco.

Sąd uznał, że nie doszło do wtórnego wykorzystania przez www.wroom.pl całości lub istotnej części, co do jakości lub ilości, bazy danych www.otomoto.pl. Badanie, czy wykorzystywana jest istotna część bazy danych (ilościowo i jakościowo) powinno dotyczyć tego, czy eksploatowane elementy pochodzące z bazy danych są samodzielnie wartościowe i czy samodzielnie mogłyby tworzyć bazę danych. Przesłankę ilościową należy odnosić do relacji zachodzącej między liczbą danych składających się na określoną część bazy danych a liczbą danych składających się na całą bazę. Z kolei przesłanka jakościowa jest nastawiona na badanie rozmiaru inwestycji związanej z uzyskaniem, weryfikacją i prezentacją tej zawartości, „wartości” danych.

W konsekwencji Sąd uznał, że www.wroom.pl korzysta z nieistotnej części bazy danych www.otomoto.pl, gdyż www.wroom.pl (i) nie tworzy i nie jest w stanie stworzyć produktu strcite konkurencyjnego to www.otomoto.pl; (ii) www.wroom.pl odsyła w swoich wynikach wyszukiwania do www.otomoto.pl; (iii) www.wroom.pl działa jak wyszukiwarka ofert, www.otomoto.pl zbiera oferty i kojarzy sprzedających i kupujących.

Koniecznie trzeba zwrócić uwagę, że korzystanie z nieistotnej części bazy danych też może naruszać prawa do bazy danych, ale wyłącznie jeżeli powoduje nieusprawiedliwione naruszenie słusznych interesów producenta. Sąd uznał, że metawyszukiwarka narusza interesy producenta bazy danych, ale to naruszenie jest usprawiedliwione. Dzięki działaniu metawyszukiwarki użytkownicy mogli dotrzeć szybciej do interesujących ich ofert z różnych serwisów (deep linking). Wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań prawie zawsze spowoduje naruszenie status quo i interesów dotychczasowych przedsiębiorców, a prawo nie może służyć ochronie tych interesów w sposób bezwzględny. Jeżeli naruszenie interesu przedsiębiorcy da się uzasadnić równowartościowym interesem innej osoby (maksymalizacji zysku producenta bazy danych v. rozwój innowacyjności, swoboda gospodarcza, zwiększenie konkurencyjności), to prawo nie powinno ingerować w takie relacje.

Co będzie dalej? Wpływ orzeczeń Trybunału na orzeczenia sądów krajowych jest bardzo duży – stają się one elementem systemu prawnego wspólnot i wiążą sądy krajowe. Producenci baz danych mogą próbować walczyć z metawyszukiwarkami powołując się na to orzeczenie. Sądy krajowe będą formalnie nim związane, choć bardzo często sądy krajowe nie uznają tego związania i odnoszą się do orzeczeń Trybunału, jako do autorytetu, a nie jako prawa.

Miejmy nadzieję, że podobna sprawa trafi to Trybunału (choć może być to trudne) i ten, w innym składzie, wyda inne, bardziej nowoczesne rozstrzygnięcie.

Podwyższenie kapitału zakładowego za wkłady w walucie obcej

Jakiś czas temu klient będący wspólnikiem w polskiej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością zwrócił się do mnie z pytaniem czy spółka może dokonać podwyższenia kapitału w euro.

Polskie prawo nie przewiduje możliwości określenia wartości kapitału zakładowego spółki z ograniczą odpowiedzialnością w euro, więc podwyższenie kapitału w euro jest również niemożliwe. Nie ma jednak przeszkód, żeby wkłady na podwyższony kapitał zakładowy (określony w złotówkach) były wnoszone w euro lub jakiejkolwiek innej obcej walucie.

Zazwyczaj podwyższenie kapitału odbywa się w ten sposób, że kwota podwyższenia i wysokość wkładu określona jest w złotówkach a faktyczna wpłata na kapitał zakładowy dokonywana jest w obcej walucie. Potem pojawia się pytanie – po jakim kursie przeliczyć walutę obcą wpłaconą na pokrycie wkładów.

Jeżeli od początku wspólnicy zamierzają wnieść wkłady w walucie obcej to powinno to znaleźć odzwierciedlenie już w uchwale zgromadzenia wspólników o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki. W uchwale o podwyższeniu kapitały zakładowego może znaleźć się dla przykładu takie postanowienie:

Wspólnik X obejmie Y udziałów w zamian za wkład pieniężny w wysokości Z euro.

Żeby ustalić czy kwota wyrażona w euro wystarczy na pokrycie wkładów, a także aby uniknąć wątpliwości po jakim kursie należy przeliczyć euro, dobrze jest wskazać w uchwale jaki kurs wymiany będzie zastosowany. Można to zrobić w następujący sposób:

Wartość wkładu przeliczona według średniego kursu wymiany Narodowego Banku Polskiego ogłoszonego w dniu A, obowiązującego na dzień podjęcia uchwały wynosi B zł (tj. 1 euro=4,00 złote).

Tak przeprowadzone podwyższenie powinno zostać bez problemów zarejestrowane przez KRS.

Wzór umowy o dzieło z prawami autorskimi

Oto druga część kursu o prawach autorskich. Skoro już wiemy, czym są prawa autorskie, że można je przenosić lub udzielać do nich licencji, to czas na praktyczny aspekt. Dość często spotykamy się z sytuacją, w której jakaś instytucja (organizacja) zleca wykonanie praw kreatywnych, prace te zostają wykonane i następnie są wykorzystywane, a po jakimś czasie okazuje się, że nie wiadomo (wiadomo – prawo to wie, ale strony nie wiedzą), czyje są prawa autorskie, co może która strona zrobić ze stworzonym dziełem. Dość łatwo temu zaradzić – warto przed zleceniem wykonania prac podpisać prostą umowę o dzieło. Nie kosztuje to dużo wysiłku – w nieskomplikowanych sytuacjach można podpisać niedługą i nieskomplikowaną umowę, która ureguluje sytuację prawną stron.

Pobierz wzór »
Udostępniamy wzór takiej nieskomplikowanej umowy o dzieło.

Wzór dotyczy zlecenia wykonania drobnej pracy kreatywnej, która nie jest programem komputerowym.

W wyniku wykonania dzieła i zapłaty umówionego wynagrodzenia, na zamawiającego przejdzie całość praw majątkowych do dzieła łącznie z prawem do wykonywania praw zależnych. We wzorze ograniczyliśmy również możliwość wykonywania przez autora dzieła (przyjmującego zamówienie) autorskich praw osobistych. Wzór napisany jest z korzyścią dla zamawiającego – strony mogą oczywiście potrzebować innego rozłożenia sił w umowie – wówczas we wzorze należy dokonać niezbędnych zmian (więcej praw zostaje u przyjmującego zamówienie, tzn. przenosi praw na mniejszej liczbie pól, z ograniczeniami albo udziela licencji).

Tak, jak wspomniałem, wzór nie dotyczy zlecenie wykonania programu komputerowego. W przypadku programów komputerowych inaczej należy opisać sam przedmiot zlecenia oraz pola eksploatacji, na których przenoszone są prawa do programu komputerowego, przez przyjmującego zamówienie.

Wzór dotyczy wykonania prostych prac kreatywnych, przy czym przez proste, rozumiem prace, które nie wymają użycia kosztownych materiałów przez przyjmującego zamówienie (choć dzieło stworzone przez taką osobę może być wybitne). Chodzi tylko o to, że wzór nie zawiera postanowień dotyczących obliczanie wynagrodzenia w sposób kosztorysowy oraz rozliczania kosztów materiałów – takie sytuacje, wymagają indywidualnego podejścia i trudno byłoby stworzyć uniwersalne rozwiązanie do umieszczenia we wzorze.

c.d.n.

Załączniki: Wzór umowy o dzieło z prawami autorskimi [DOCX] | Pobierz »