english

Życie w sieci po śmierci – czy trzeba zmieniać prawo?

Najkrócej, o prawa autorskich, jak się da:

Czym są prawa autorskie?

Co stanie się z naszą pocztą e-mail (np. na gmailu, hotmailu itp.) po naszej śmierci? Co z naszymi kontami na portalach społecznościowych? Co z naszymi kontami w grach online? Co z wykupionymi dostępami do serwisów muzycznych, zakupionymi plikami z muzyką i ebookami, gdy umrzemy?

Temat jest dość mroczny, a dodatkowo, na pierwszy rzut oka, wydaje się niezbyt ważny – dotyczy jednak sfery rozrywki – prywatnej poczty, facebooka, czy ebooków na Kindlu. Z drugiej strony – w chmurze przechowujemy często ważne pliki i informacje, wykupiona przez nas nazwa domeny może być dużo warta (np. prowadzimy na niej poczytnego blogaska), tak samo, jak kolekcja ebooków.

Z punktu widzenia prawa, zagadnienie to rodzi problemy na kilku polach:
– prawa spadkowego – co jest dziedziczone,
– prawa procesowego – co w razie sporu, jaki sąd (i jakie prawo) będzie właściwe,
– prawa ochrony danych osobowych – czy nasze dane (w tym login i hasło) są po śmierci chronione i czy rodzina może mieć do nich dostęp,
– umów zawieranych z dostawcami usług internetowych,
– prawa autorskiego – licencji do określonych treści (książek, muzyki), prawa własności przysługującego tylko do materialnych nośników, tzw. prawa wyczerpania.

Dziedziczeniu podlega ogół majątkowych praw i obowiązków zmarłego, z wyjątkiem tych, które są ściśle związane z jego osobą. Prawa to np. prawo własności, prawa autorskie, ale również prawa wynikające z umów (wierzytelności, roszczenia). Żeby prawo podlegało dziedziczeniu musi być prawem majątkowym. Dlatego dziedziczeniu nie podlegają dobra osobiste, jako prawa, co do zasady, niemajątkowe.

Przenosząc to na interesujący nas grunt – zakładając konto w serwisach internetowych zawieramy z właścicielem takiego serwisu umowę. Z reguły do zawarcia umowy dojdzie z chwilą akceptacji przez nas tzw. Terms & Conditions, regulminu lub End user licence agreement, czyli podaniu loginu, hasła i kliknięcia „tak, zgadzam się” (na coś, czego oczywiście nie przeczytałem).

Uważam, że co do zasady, po śmierci – spadkobiercy mogą wstąpić w prawa i obowiązki wynikające z takiej umowy. Jest oczywiście „ale”.

Lojalnie muszę donieść, że znane mi opracowania tego tematu podchodzą do niego inaczej (np.
http://ipkitten.blogspot.com/2013/04/digital-afterlife-what-canwill-you.html,
http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=2222163,
http://mashable.com/2008/10/17/social-profiles-after-death/ ).
W wypowiedziach tych podkreśla się przede wszystkim niematerialny charakter dóbr umieszczanych w internecie (brak materialnego nośnika) lub dóbr kupowanych przez internet (licencje), co miałoby utrudniać ich dziedziczenie. Tak rzeczywiście jest, tyle że moim zdaniem nie w tym tkwi źródło problemu. To, że nabywając mp3, ebooka zawieram umowę licencji, która z pewnością zawierała będzie postanowienie, że licencje jest nieprzenoszalna, nie oznacza, że moi spadkobiercy nie mogą wstąpić w moje prawa i obowiązki wynikające z tej umowy.

Problemy, jakie ja widzę dotyczą następujących zagadnień:

– prawa właściwego rządzącego umowami – większość serwisów poddaje umowy pod prawo właściwego ze względu na swoją siedzibą. Czyli często prawo właściwe będzie inne niż prawo ojczyste zmarłego. Prowadzi to do konfliktu systemów prawnych i konfliktu wyboru jurysdykcji, np. rodzina polskiego zmarłego użytkownika Hotmaila najpewniej, w razie sporu, musiałaby prowadzić postępowanie w USA;

– treści umów – większość umów (regulaminów) zawieranych z usługodawcami internetowymi zawiera postanowienie, że po śmierci użytkownika, jego login i hasło nie zostaną przekazane rodzinie. Postanowienia takie mają całkiem sporu sensu również z punktu widzenia prawa polskiego. Login i hasło to dane osobowe, których dostawca usług internetowych nie może ujawniać osobom trzecim bez naszej zgody – również po śmierci. Polska ustawa o danych osobowych nie przewiduje, że dane osobowe i prawa z nimi związane po śmierci mogą być wykonywane przez najbliższych. Może powinno być tak, że spadkobiercy powinni mieć możliwość wstąpienia w miejsce zmarłego do takiej umowy z obowiązkiem zmiany loginu/hasła?

Oczywiście takie wstąpienie do umowy (czyli nabycie praw i obowiązków z niej wynikających) dotyczyć może umów, które nie są ściśle związane z osobą zmarłego. Za takie natomiast uważam umowy (upraszczając – profile) na serwisach społecznościowych. Zarówno z punktu widzenia prawa, jak i zdrowego rozsądku, nie powinno dziwić, że spadkobiercy nie powinni mieć możliwości korzystania z profilu zmarłego – pisania jako on (zmarły).

Jest jednak druga strona tego medalu. Jeżeli pisałbym pamiętnik (na kartkach papieru) lub prowadził papierową korespondencję to nie ulega wątpliwości, że podlegałaby ona dziedziczeniu, jak większość przedmiotów materialnych. Co natomiast z korespondencją, pamiętnikami, profilami online – w kontekście dostępu do ich treści?

Tu chyba najciekawszy problem. Nie można być właścicielem emaila (a może można po wyroku w CJEU w sprawie UsedSoft). Treść emaila z reguły nie będzie chroniona prawem autorskim. Może to więc czas, aby ustawodawca stworzył nowe prawo – prawo do niematerialnych dóbr online?

Na teraz, w związku z wątpliwościami prawnymi, pozostaje korzystać np. menadżera pośmiertnego googla, który na jakiś czas rozwiązuje opisane powyżej problemy:
https://www.google.com/settings/u/0/account/inactive

opublikowano: 13/05/2013, autor: Paweł Chojecki